Paniom zdarza się to dużo częściej. Zdarza się żałować milczenia w czasie spotkań zarządu, kiedy można było i należało się odezwać.
Sytuacja z opisu klientki:
Spotkanie członków zarządu – padło pytanie z ust prezesa – ktoś z zarządu coś odpowiedział – wyjął jej to z ust – miała podobną opinię, ale ktoś był szybszy – nie chciała powtarzać komunikatu, więc milczała – dwie inne osoby nie wahały się i werbalnie potwierdziły opinię kolegi, dając jej swoje poparcie – ona skinęła tylko głową.
Oni zaistnieli. Jej zabrakło głosu.
Czy był potrzebny? Czy skinienie nie starcza?
Jeśli byłaby CEO – mogłoby starczyć, ale to nie ten case.
Ten, kto nie zabiera głosu, wymazuje się z dyskusji. Znika ze spotkaniu, mimo tego, że jest.
Milczenie w takiej sytuacji to nie jest optymalny wybór – jest jak przeczekanie, wycofanie się, jak niepewność, jak brak opinii.
Gest ciałem jest zbyt drobnym zaznaczeniem swojej obecności.
To głos i ton mowy „robią” Twoją obecność. Zaznaczają fakt bycia jedną z osób, które decydują. Możesz się z kimś zgodzić lub wyrazić przeciwną decyzję – i to jest ok, bo to JEST stanowisko. Ale jeśli jest cisza – nie ma stanowiska.
Nawet, gdybyś miała werbalnie tylko zgodzić się z czyjąś opinią – nie rezygnuj! Powtórz ją swoimi słowami, dodając jej charakteru i ważności akcentami i pauzą.
Jeśli łapie Cię trema – chcesz, to ogranicz się do dwóch zdań, ale nie milcz! Jeśli się nie odzywasz to nie istniejesz, rozmywasz swój wizerunek, osłabiasz wagę swoich słów. W biznesie – kiepskie.
Biznes chce i potrzebuje powtórzeń komunikatów, wyrażania wsparcia dla opinii, potwierdzania swojej obecności.
Czy zdarzyło Ci się żałować, że nie zabrałeś / zabrałaś głosu? Dlaczego tak się stało? Podziel się w komentarzu tym, co Cię powstrzymało.


