Oglądam newsy i aż mi się przykro robi…
Czy czytanie treści wystąpienia z kartki jest czymś złym? Czy trzymanie kartki w dłoni na scenie deprecjonuje efekt, który chcemy osiągnąć?
To ciekawe, że większość z nas uważa posiłkowanie się kartką za element osłabiający wizerunek, gdy tymczasem kartka jest dowodem na to, że:
spędziłeś czas na przygotowaniu do wystąpienia,
nie chcesz niczego ważnego pominąć,
traktujesz swoje wystąpienie poważnie i odpowiedzialnie.
Czy którykolwiek z wymienionych punktów jest powodem do wstydu?
Według mnie – nie.
Lubię posiłkowanie się trzymaną kartką – jest wsparciem, robiąc czasem za rzucone koło ratunkowe. Dla wielu jest opcją zajęcia czymś rąk.
Natomiast gdy w czasie świątecznym niejednokrotnie widziałam w newsach obecnego Papieża, który korzysta z kartek, odczytując przygotowaną treść, to aż mi przykro, bo swoim wypowiedziom odbiera połowę mocy.
Jak Papież korzysta z kartek? Niewłaściwie.
Czyta z nich kilkustronicowy przekaz nie spojrzawszy ani razu na wiernych. Czyta monotonnie, nie dbając o różnicowanie ekspresji wypowiedzi.
Efekt?
Słyszymy coś, co jest „gdzieś obok”, co brzmi, jak mało żywe i mało zaangażowane.
Przecież mowa to komunikacja, relacja, budowanie więzi, a nie bezosobowy, suchy przekaz. I nawet gdy ten przekaz jest o wartościach, o postawach, o emocjach, to gdy pozbawiony „ludzkiego charakteru” – traci na sile rażenia.
Trzymajcie proszę kciuki za cały ten proces, który jest dla mnie nowym i nie należy w mojej ocenie do najprostszych.
A tymczasem podziel się w komentarzu: co dla Ciebie oznacza trzymanie w dłoni kartki w czasie wystąpienia? Dajesz sobie do tego prawo czy wolisz tego nie robić?


