Chciałoby się mieć przyjemny głos? Wtedy pewnie łatwiej o przyjemniejsze relacje…
Wiesz, że istnieje „syndrom radiowego głosu” (ang. radio voice syndrome)? Mówi on o tym, że ludzie chętniej słuchają i lepiej zapamiętują informacje przekazane przez osobę z ciepłym, dobrze rezonującym głosem.
To dlatego spikerzy radiowi, liderzy medialni i w biznesie pracują nad emisją głosu, aby ich przekaz był nie tylko klarowny, ale także przyjemny dla ucha i bardziej przekonujący.
Chciałbyś/-abyś dać sobie szansę na cieplejsze brzmienie?
To zmienia wiele. Dotyka tożsamości i innego samopoczucia wobec tego, co świat słyszy, gdy otwierasz usta.
Niewątpliwie osoby z radiowym głosem mają w budowaniu relacji sporo łatwiej. Głębszy, niższy, bardziej osadzony, nieskrępowany zaciskami głos brzmi szlachetniej. Łatwo jego posiadacza podświadomie odebrać jako osobę prawdomówną, transparentną i ludzką w swoich intencjach.
Ogrom korzyści.
Ale to wymaga czasu – czasu na:
rozluźnienie istniejących w krtani napięć
regularne pogłębianie oddechu i uspokajanie tym umysłu i ciała
dotarcie do innego (niż nawykowe) miejsca „produkcji” głosu i odnalezienie swego tonu naturalnego
ugruntowanie zmiany.
Żyjemy szybko. Klient chce szybkiej wiedzy i szybkich efektów.
Z osadzeniem głosu sprawa wymaga dłuższego czasu – dobrych kilku miesięcy regularnego przyjemnego ćwiczenia. We własnym domu i w swoim towarzystwie pomiędzy spotkaniami ze mną. Czyż nie jest to ekstra wygodne?
A jaki efekt? Cudowny. Dyskomfort czy piski cichną, a w ich miejscu pojawia się coś niewymuszonego i spokojniejszego. 
Sama przeszłam kilka lat temu tę zmianę i za nic nie wróciłabym do swojego poprzedniego brzmienia – wzbudzało we mnie niechęć do zabierania głosu, było krępujące i w mojej ocenie nieadekwatne do sytuacji.
Dlatego teraz wspieram innych w odnalezieniu swojego luźnego głosu pod powierzchnią spiętych mięśni gardła i krtani, tony napiętych mięśni ramion, szyi i pleców, wciąż wciągniętego brzucha, pośladków czy ud.
Zachęcam do zapisu na darmową konsultację.


